Niecodzienna książka- ,,Siostrzyca" John Harding
Po tak długiej przerwie w końcu wracam do bloga i ciesze się, że na powrót mam wam do zaoferowania recenzje tak niezwykłej książki. Zacznę od tego, że nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. W końcu nie jest to nowość wydawnicza, bo wyszła ona już w dwa tysiące jedenastym roku i o takich książkach raczej się nie mówi się zbyt wiele, a szkoda. Trafiłam na nią przypadkiem na jednym z książkowych kiermaszów. Zaintrygował mnie jej opis i dość tajemnicza okładka.
Główną bohaterką książki jest dwunastoletnia Florence. Mieszka ona w posiadłości swojego wuja wraz z młodszym bratem Gilsem i służbą. Mimo tego, że wuj zabronił się jej edukować, dziewczynka jest niezwykle inteligentna jak na swój wiek. Sama nauczyła się też czytać i bardzo często przesiadywała w domowej bibliotece, do której i tak nikt nie zaglądał. Musiała jednak pilnie strzec swej tajemnicy. W końcu jej brat musi wyjechać do szkoły z internatem. Podczas jego wyjazdu towarzyszem zabaw Florencji staje się jej sąsiad, Theo, który musi pobierać nauki w domu ze względu na jego ataki astmy. Giles jednak nie odnajduje się w szkole i jest nękany przez innych uczniów, przez co wraca do domu. Zostaje zatrudniona guwernantka, która jednak budzi niepokój a nawet strach dziewczynki. Florence miewa dziwne koszmary, w których guwernantka, straszliwa panna Taylor, porywa Gilsa. Nie może jednak oczekiwać pomocy od dorosłych, gdyż twierdzą, że to tylko wymysł jej bujnej wyobraźni. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak mniej więcej przedstawia się początkowa fabuła. Cała historia jest tajemnicza i z dreszczykiem, idealna dla wielbicieli zagadek. Jest w nie wiele niedopowiedzeń i często trzeba samemu poskładać fakty w całość i wyciągnąć odpowiednie wnioski. To jest taka trochę zabawa w detektywa. Kilka razy miałam tak, że już myślałam o co tak na prawdę chodzi, a tu pojawiał się nowy fakt, który wykluczał moją tezę. Na pewno nie jest to książka przy której trzeba się skupić i trochę pogimnastykować szare komórki.
Tym, co mnie w niej trochę raziło, było myślenie bohaterki. Historia jest poprowadzona narracją pierwszoosobową i dokładnie śledzimy to myślowy dziewczynki, który, jak na dwunastolatkę, jest moim zdaniem trochę za bardzo złożony. Każdy jej plan jest przemyślany w każdym drobnym szczegółem i rzadko kiedy podwija jej się noga, a jeśli już się to zdarzy, ratuje ją zwykłe szczęście. Skupiłam się jednak na samej zagadce i może nie przeszkadzało to aż tak bardzo, ale sam fakt, że Florence zachowuje się jakby miała co najmniej kilka lat więcej jest taką powiedzmy małą wadą opowieści.
Nie będę się może bardziej rozdrabniać nad treścią, bo tę historię trzeba odkrywać samemu, stopniowo, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób was nią zaintrygowałam, a może nawet zachęciłam do jej przeczytania. Jeżeli czytaliście tę książkę to chętnie poznam wasze przemyślenia i, mam nadzieję, do następnego.
Główną bohaterką książki jest dwunastoletnia Florence. Mieszka ona w posiadłości swojego wuja wraz z młodszym bratem Gilsem i służbą. Mimo tego, że wuj zabronił się jej edukować, dziewczynka jest niezwykle inteligentna jak na swój wiek. Sama nauczyła się też czytać i bardzo często przesiadywała w domowej bibliotece, do której i tak nikt nie zaglądał. Musiała jednak pilnie strzec swej tajemnicy. W końcu jej brat musi wyjechać do szkoły z internatem. Podczas jego wyjazdu towarzyszem zabaw Florencji staje się jej sąsiad, Theo, który musi pobierać nauki w domu ze względu na jego ataki astmy. Giles jednak nie odnajduje się w szkole i jest nękany przez innych uczniów, przez co wraca do domu. Zostaje zatrudniona guwernantka, która jednak budzi niepokój a nawet strach dziewczynki. Florence miewa dziwne koszmary, w których guwernantka, straszliwa panna Taylor, porywa Gilsa. Nie może jednak oczekiwać pomocy od dorosłych, gdyż twierdzą, że to tylko wymysł jej bujnej wyobraźni. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak mniej więcej przedstawia się początkowa fabuła. Cała historia jest tajemnicza i z dreszczykiem, idealna dla wielbicieli zagadek. Jest w nie wiele niedopowiedzeń i często trzeba samemu poskładać fakty w całość i wyciągnąć odpowiednie wnioski. To jest taka trochę zabawa w detektywa. Kilka razy miałam tak, że już myślałam o co tak na prawdę chodzi, a tu pojawiał się nowy fakt, który wykluczał moją tezę. Na pewno nie jest to książka przy której trzeba się skupić i trochę pogimnastykować szare komórki.
Tym, co mnie w niej trochę raziło, było myślenie bohaterki. Historia jest poprowadzona narracją pierwszoosobową i dokładnie śledzimy to myślowy dziewczynki, który, jak na dwunastolatkę, jest moim zdaniem trochę za bardzo złożony. Każdy jej plan jest przemyślany w każdym drobnym szczegółem i rzadko kiedy podwija jej się noga, a jeśli już się to zdarzy, ratuje ją zwykłe szczęście. Skupiłam się jednak na samej zagadce i może nie przeszkadzało to aż tak bardzo, ale sam fakt, że Florence zachowuje się jakby miała co najmniej kilka lat więcej jest taką powiedzmy małą wadą opowieści.
Nie będę się może bardziej rozdrabniać nad treścią, bo tę historię trzeba odkrywać samemu, stopniowo, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób was nią zaintrygowałam, a może nawet zachęciłam do jej przeczytania. Jeżeli czytaliście tę książkę to chętnie poznam wasze przemyślenia i, mam nadzieję, do następnego.

Komentarze
Prześlij komentarz