Z serii nieuniknione: lektury.
Postanowiłam zapoczątkować serię wpisów na blogu o rzeczach, które są dla nas w życiu nieuniknione, a niekoniecznie lubiane (chociaż lubiane też się pojawią)
Na pierwszy ogień idą lektury. Jakbyście zapytali pierwszego lepszego ucznia przechodzącego korytarzem w waszej szkole, czy przeczytał wszystkie lektury omawiane na polskim pewnie padłaby odpowiedź negatywna (chociaż są wyjątki). Przyznam się bez bicia, że pomimo tego iż kocham książki, nie przeczytałam wszystkich lektur, które miałam zadane. Często tłumaczymy się tym, że są one nudne, napisane niezrozumiałym dla nas językiem, albo po prostu zbyt długie. Nie chce nam się poświęcać czasu po szkole na zapoznanie się z ich treścią. A szkoda.
Co dają nam lektury?
Mimo tego, że nie doczytałam każdej do końca uważam, że mogą one nam dużo dać. Dzięki nim poznajemy realia dawnych czasów (ale też niekoniecznie dawnych) i typowy dla nich sposób myślenie ludzi. Są jednym z lepszych rozwiązań na poszerzenie swoich horyzontów i sprawiają, że niektórzy przynajmniej raz w roku sięgają po jakąkolwiek książkę, co strasznie mnie boli. Już samo czytanie czegokolwiek rozwija, ubogaca słownictwo, pomaga nam wyrobić własną opinię na różne tematy i dzięki niemu lepiej się wysławiamy. Czytanie jest potrzebne. Może lektury to jedyna droga do tego by dzieci i młodzież czytali.
Minusy lektur.
Niestety często też zniechęcają one do książek. Nikt nie lubi przecież robić niczego z przymusu. Kiedy muszę co wykonać na siłę, strasznie się przy tym męczę i nawet taka czynność jak czytanie może być dla mnie katorgą. To główny powód, dlaczego nie kończę czytać lektur. Wspomniana już wcześniej nudna treść i niezrozumiały język również nie ułatwiają zadania. Nad niektórymi książkami naprawdę trzeba przysiąść i skupić się aby je zrozumieć. Nierzadko nie mamy na to czau, przez zajęcia pozalekcyjne i pasje, którymi zajmujemy się w czasie wolnym, a kiedy w końcu mamy chwilę, już po skończeniu wszystkiego, najchętniej poszlibyśmy spać lub odpoczęli, a nie katowali się czytaniem.
Jak polubić lektury?
Najlepszą receptą na polubienie lektur jest polubienie samego czytania. W dzisiejszych czasach większość osób kojarzy czytanie z czymś rozwijającym, mającym uczyć, a jest ono przede wszystkim rozrywką. Taką samą jak telewizja czy komputer. Spróbuj przeczytać jakąś książkę z gatunku jaki mógłby cię zainteresować. Skojarz czytanie z czymś przyjemnym, a siadając do lektury nie przyjmuj nastawienia, że będzie ona beznadziejna. Pomyśl sobie,że może zawierać ciekawą historię, którą miło będzie zgłębić. We wszystkich mowach motywacyjnych i tym podobnych pada hasło: nastawienie to podstawa. Nie jest tam ono bez powodu.
Jednym słowem czytanie lektur w szkole nie ominie nikogo, dlatego starajmy się, aby było ono jak najprzyjemniejsze. A jeśli chodzi o moje zdanie o lekturach to u mnie są jak najbardziej na plus.
Nie chciałam się tu jakoś strasznie rozpisywać. Miało być konkretnie i wydaje mi się, że osiągnęłam cel. Możecie napisać w komentarzach co wy sądzicie o lekturach. Czy są one potrzebne?
Podawajcie też swoje propozycje do tej serii. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu ;).

Komentarze
Prześlij komentarz